Przejdź do głównej zawartości

O zapach książek tu chodzi czyli "Księgobójca" Maja Wolny





Autor: Maja Wolny

Wydawnictwo: Czarna Owca

Stron: 332







"Amsterdam, miasto racjonalnej równości, wolności, wiary w możliwości człowieka, miasto wilgoci i wiecznie brzydkiej pogody."
Właśnie stamtąd wracam. Przyjemna to była podróż, pomimo deszczu, ale on mi nie przeszkadza. Lubię deszcz, jak również spacery wąskimi uliczkami. W jednej z nich odkryłam księgarenkę Scripta. Bardzo klimatyczne miejsce, od razu przypadło mi do gustu.
Właściciel, starszy pan, okazał się być polskim emigrantem i między nami od razu zawiązała się nić sympatii. Z tego też powodu często wpadałam do Scripty, a że Wiktor (ten starszy pan, księgarz) częstował kawą, to zawsze trochę czasu tam zmarudziłam. I rozmawialiśmy. O książkach, a jakże. Wiktor mógł o nich mówić godzinami, one były całym jego życiem. Często mówił, że najchętniej oprawiłby "je w delikatny celofan, odgrodził przeźroczystą błoną od obcych odcisków palców, od grymasów pogody i tępawego wzroku młodzieży z pobliskiego liceum." To wywoływało uśmiech na mojej twarzy a podejrzewam, że ludzie mieli go za dziwaka.  Być może mieli i rację w tym temacie, ale kto z nas nie jest na swój sposób dziwaczny w oczach innych? Ja wiem jedno: nigdy nie spotkałam człowieka tak bardzo kochającego książki, opowiadającego z taką pasją o literaturze. On potrafił i zachęcić i polecić. Księgarz z prawdziwego zdarzenia. Chociaż czasami jego kontrowersyjne (w moim mniemaniu) opinie, powodowały dosyć burzliwe dyskuje. Bo oto np. pan starszy twierdził, że "biblioteki to burdele dla intelektualistów, przytułki dla biedoty, która nie jest w stanie zgromadzić prawdziwego księgozbioru." No to się oburzyłam. Że co? Po pierwsze obraźliwe, po drugie mój dom nie jest z gumy, po trzecie nie każdy lubi gromadzić książki, po czwarte...itd. Ożywiony dyskurt przeciągnął się do późnych godzin wieczornych.
Ale nie tylko o literaturze rozmawialiśmy. Również o Polsce, emigracji, miłości do Ojczyzny. Ja od kilku lat mieszkam na obczyźnie więc w tym temacie także znaleźliśmy wspólny język.  Wiktor nigdy tak do końca nie zadomowił się w Holandii, a z kolei w Polsce, po latach (wyjechał jako dziecko), nie do końca umiał się odnaleźć. Przez to miał poczucie wiecznej tułaczki, które dodatkowo potęgowała samotność. Bo Wiktor był samotny. I uciekał w literaturę. "(...) pogodziłem się z tym, że jestem wciąż tym samym człowiekiem i że nikt nie dzieli ze mną swojego życia. Trudno się dziwić, nie mam wiele do zaoferowania." Polemizowałabym. Każdy ma coś..
Coś unikatowego i jedynego w swoim rodzaju. Każdy.
W trakcie tych naszych rozmów przewinęło się, raz czy dwa, jedno imię: Marianna. Kobieca intuicja podpowiedziała mi, że coś jest na rzeczy. Wiem, że to nieładnie ciągnąć za język, ale nie miałam wyjścia. Wrodzona ciekawość mnie do tego zmusiła;-). I okazało się, że owszem, była pewna Marianna. Wiktor kochał się w niej skrycie. Na początku niewiele mówił, ale potem zaczął opowiadać. Chyba był zadowolony, że trafił mu się taki dobry słuchacz jak ja, bo najwyraźniej czuł potrzebę wyrzucenia z siebie tej historii i tłumionego przez lata uczucia. Dowiedziałam się, że Marianna przychodziła do jego księgarni wraz z rodzicami, jako dziecko. Oni także byli emigrantami z Polski. Później, w dorosłym już życiu, była jego klientką. A Wiktor wielbił ją skrycie. Potem, na emeryturze, zamieszkała wraz z przyjaciółmi naprzeciwko księgarni, więc wówczas starszy pan widywał ją codziennie. Obserwował ją przez okna, wiedział kiedy wychodzi i kiedy wraca do domu. Jak dla mnie zalatywało to stalkingiem, ale myślę, że Wiktor miał odmienne zdanie na ten temat.
Pomysł wspólnego zamieszkania z paczką przyjaciół na tzw. starość wydał mi się odrobinę szalony, jednak Marianna, z tego co opowiadał Wiktor, początkowo była zadowolona. Ale chyba nie do końca jej oczekiwania się spełniły. W każdym razie ja uważam, że "starość pod jednym dachem jest po prostu niemożliwa, chyba, że z człowiekiem, do którego się przyrosło jak do drzewa." Tylko tak umiem sobie wyobrazić jesień swojego życia. A ta gromada wesołych emerytów pewnie szybko doszła do tego samego wniosku, szczególnie po tej całej aferze kryminalnej z morderstwem w roli w głównej. Do tego sekrety i sekreciki z przeszłości, jakieś dziwne układy...toksyczne związki, a przynajmniej jeden. Na kłamstwie niczego nie da się zbudować. Ale zostawmy to, nie znam Marianny ani jej przyjaciół a całą sprawę znam tylko ze słyszenia, więc nie mnie oceniać. Szczerze mówiąc, wysłuchałam całej tej historii tylko z sympatii do Wiktora, bo widziałam, że on bardzo chciał się wygadać (no w końcu był częścią tego wszystkiego). Ale zdecydowanie bardziej wolałam wdychać zapach książek i słuchać mojego rozmówcy, gdy opowiadał o tych wszystkich podróżach, w które one go zabierały. Właśnie to będzie moje główne wspomnienie z Amsterdamu: niezapomniany klimat małej księgarenki, kawa i przekonywanie mnie, dlaczego właśnie tę książkę powinnam przeczytać, nostalgia i tęsknota za czymś nieosiągalnym, szelest przewracanych stron. Dlatego denat zszedł na dalszy plan. Nawet zapomniałam imienia tego biednego człowieka. Ale za to nie zapomniałam, kto zabił:-). Chyba Wam nie powiedziałam? No więc okazało się, że ten trup to był.... Chociaż nie. Wybierzcie się do Amsterdamu i odnajdźcie księgarnie Scripta to może Wiktor sam Wam opowie. Jeśli jeszcze tam będzie...

Dorota (Zabukowana)

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Genialna przyjaciółka" Elena Ferrante

"Genialna przyjaciółka"


Autor: Elena Ferrante

Przekład: Alina Pawłowska - Zampino

Wydawnictwo: Sonia Draga

Cykl: Genialna przyjaciółka (tom I)

Stron: 480






Nazwisko Eleny Ferrante gdzieś tam obiło mi się o uszy. Mojej uwadze nie umknął również fakt, że osobę tę otacza aura tajemniczości: że jest to pseudonim ale tak naprawdę nie wiadomo, czy kobiety czy mężczyzny. A może duetu pisarskiego? Na ile jest to chęć pozostania w cieniu a na ile świetny zabieg marketingowy, to temat do dyskusji. Skłaniałabym się ku temu drugiemu, bo sama mu uległam :-). Postanowiłam sprawdzić, co też wyszło spod tego pióra niewiadomego pochodzenia. I gdy zaczęłam czytać, nazwisko Eleny Ferrante rozmyło się we mgle, a wyłonił się z niej obraz Neapolu lat 50 ubiegłego stulecia, który jest tłem opowieści o przyjaźni dwóch dziewczynek: Eleny i Lili.

Czytelnicze podsumowanie półrocza styczeń - czerwiec 2017

Na polskim booktube króluje ostatnio tag podsumowujący czytelnicze minione pół roku. Pomyślałam sobie, że to w sam raz dla mnie, bo podsumowań miesięcznych nie robię z tego względu, że nie czytam oszałamiających ilości, średnio 4 książki w miesiącu i to chyba trochę ma